9 maja 2015

Owsianka najlepsza na śniadanie!

Witajcie! Jeśli ważne jest dla Was zdrowe odżywianie i jednocześnie nie macie rano nadmiaru czasu na przygotowanie śniadania, ten post jest właśnie dla Was!
Jakiś czas temu zrezygnowałam z kupowania gotowych mieszanek musli. Jednym z powodów jest to, że zawierają dużo cukru, którego staram się unikać podczas śniadania. Kolejnym, moja skłonność do podjadania musli "na sucho" w ciągu dnia. Początkowo zadowalałam się najzwyklejszymi płatkami owsianymi z mlekiem. Teraz wzbogaciłam swoje śniadanie o kilka składników.

Składniki:
płatki owsiane
otręby owsiane
mielone siemię lniane
suszone jagody goji
ziarna słonecznika
mleko 0.5%

Takie śniadanie jest bardzo dobrym źródłem białka. Zawiera dużo błonnika, który wspomaga metabolizm. Jednocześnie długo utrzymuje poczucie sytości. Kolejnym plusem owsianki jest zawartość witamin, zdrowych tłuszczów oraz antyoksydantów. Zawsze wybieram płatki owsiane górskie, unikam tych błyskawicznych, które są bardziej przetworzone. Otręby owsiane pomagają kontrolować poziom cholesterolu. Siemię lniane ma bardzo pozytywny wpływ na jelita. Słonecznik i jagody goji dodaję przede wszystkim do smaku, ale nie można im odmówić wartości odżywczych. Słonecznik zawiera bardzo dużo magnezu, który poprawia koncentrację. Jagody goji są podobno najzdrowszymi owocami, a do tego są smaczne. 
Oczywiście możecie swoją owsiankę wzbogacić np. o orzechy, rodzynki czy inne owoce. Dla mnie jest to mieszanka idealna na zdrowy początek dnia.



1 kwietnia 2015

5 ulubionych fit profili na Instagramie


Lato zbliża się wielkimi krokami, a Ty wciąż szukasz wymówek od ćwiczeń? Kiedy mi brakuje motywacji zaglądam na swój Instagram. Przeglądam profile, które obserwuję i od razu pojawia się w mojej głowie myśl "kurczę, ja też mogę taka być!". Rzecz jasna, piękne ciało nie jest kwestią dwóch miesięcy, ale patrzę na dziewczyny i wiem, że ciężką prać można zyskać upragnioną sylwetkę. Zobaczcie moje ulubione fit profile na Instagramie!



Na pierwszy ogień idzie Alexa Jean Brown. Alexa ma 24 lata i jest mamą ślicznej Logan. Na swoim instagramie dodaje dużo filmików z ćwiczeniami. Pokazuje jak można ćwiczyć w domu i na siłowni. Moim zdaniem jest niesamowita! To świetny przykład na to, że będąc mamą wciąż można mieć idealną figurę. Alexa potrafi połączyć zabawę z córką z ćwiczeniami :)


Amanda Bisk mieszka w Australii i jest sportowym maniakiem! Za każdym razem kiedy widzę nowe zdjęcie, na usta ciśnie mi się tylko "wow!". Sport to całe życie Amandy, jest gimnastyczką, instruktorką jogi, biega, ćwiczy siłowo itd. Nie ukrywam, że moim marzeniem jest umieć robić takie cuda jak Amanda. Nie wiem ile lat musiałabym ćwiczyć jogę żeby chociaż odrobinę zbliżyć się do jej poziomu.


Nikki Blackketter swoją przygodę z fitness zaczynała od szczupłej, ale niewysportowanej sylwetki. Pokazała jak skinny fat zamienić na skinny fit i trzeba przyznać, że efekt końcowy jest powalający. To dla mnie przykład osoby, która mając dobrą figurę nie zaprzestaje i dąży do perfekcji. 


Na profil Anny Victorii trafiłam stosunkowo niedawno. Sama Anna twierdzi, że dobrze czuła się przy swojej poprzedniej wadze i nie widziała powodu dlaczego miałaby coś zmieniać, do ćwiczeń i diety zmusiły ją problemy zdrowotne. Jej przemiana robi wrażenie. Na jej profilu oprócz zdjęć znajdziecie sporo filmików z tym jakie ćwiczenia wykonuje w domu. Sama kilka z nich zgapiłam i dodałam do swoich treningów.


Pamela ma 18 lat i mieszka w Niemczech. Cóż mogę o niej powiedzieć, jest idealna… Śledzę ją od bardzo dawna i spokojnie mogę powiedzieć, że jest posiadaczką takiego ciała jakie chciałabym mieć. Często dodaje zdjęcia na siłowni, w kuchni, swoich stylizacji i pięknego brzucha ;) 

Oto 5 moich silnych motywacji. Koniecznie piszcie w komentarzach o swoich ulubionych profilach! :)

26 lutego 2015

Green smoothie - zielony sok


Niedawno dodałam na Instagramie zdjęcia zielonego soku i dostałam naprawdę dużo wiadomości z pytaniem o przepis. Skoro ten temat tak bardzo Was zainteresował, postanowiłam stworzyć post na ten temat. 
Green smoothie to sok składający się z ok 60% owoców i 40% zielonych warzyw. Dostarczają wielu witamin oraz składników mineralnych. Zawierają również chlorofil , którego najwięcej jest w surowych warzywach liściastych. O ile trudno by było zjeść pół sałaty czy garść szpinaku, o tyle łatwiej i smaczniej jest wypić sok. Ich smak nie jest wyczuwalny w połączeniu z Waszymi ulubionymi owocami. Dużą zaletą jest szybkość wykonania. Mając wszystkie składniki, nie zajmie Wam to więcej niż 5 minut. 


Dlaczego warto pić zielone soki? 
Oprócz tego, że dostarczają nam wielu witamin i składników odżywczych, oczyszczają nasz organizm z toksyn. Picie takich smoothie wzmacnia oraz odkwasza organizm. Soki mają działanie antyoksydacyjne, oczyszczają jelita, wzmacniają organizm oraz pomagają odmłodzić organizm. Jeśli to dla Was za mało, dodam, że świetnie smakują, więc są pyszną przekąską bez dodatku cukru. 

Smoothies możecie dowolnie komponować miksując np. szpinak, jarmuż, sałatę czy kapustę z ulubionymi owocami (mogą być również mrożone) np. ananas, banan, mango, pomarańcza, brzoskwinia itd. Dobrze jest rozcieńczyć sok wodą lub wodą kokosową. Dodatkowo można dodać jogurt naturalny, cynamon, bakalie, olej lniany. Wszystko co lubicie :)
Swoje smoothie robiłam już na wiele sposobów. Poniżej znajdziecie mój ulubiony miks. 



Składniki: 
szpinak
seler naciowy*
banan
ananas
brzoskwinia
cytryna
jogurt naturalny
woda mineralna

*uwaga! nie dodawajcie go zbyt dużo, jest dość mocno wyczuwalny

Wszystko wrzucamy do blendera i miksujemy aż uzyskamy, piękny, zielony kolor :)





Mam nadzieję, że ten post zachęci Was do spróbowania green smoothie :) 

14 października 2014

Mój tygodniowy plan treningowy


Nieco ponad rok temu nieśmiało zaczęłam stawiać kroki w klubach fitness i na siłowni. Początkowo nie było to moim priorytetem, teraz często dostosowuję cały dzień pod to kiedy zamierzam ćwiczyć. Mniej więcej od marca intensywność i regularność moich treningów wzrosła i czuje się z tym fantastycznie! Ciesze się kiedy pytacie mnie o ćwiczenia, wiadomości o tym, że kogoś motywuje są naprawdę bardzo cenne. Wychodząc na przeciw Waszym prośbom o mój plan treningowy, mam dziś dla Was moją standardową rozpiskę. Nie jest to mój aktualny plan, ponieważ w Warszawie wciąż poszukuje idealnych zajęć dla siebie. Chętnie się dowiem co mi polecacie wypróbować :)
Starałam się trzymać każdego tygodnia swojego planu chociaż muszę przyznać, że jest to mój maks i na więcej ćwiczeń w tygodniu po prostu nie miałabym siły i chęci. Mam nadzieję, że ten post zaspokoi Waszą ciekawość i być może zmotywuje do pracy. Dla mnie ćwiczenia są formą odstresowania, budowania siły i sprawdzenia samej siebie. Robię to tylko i wyłącznie dla siebie oraz własnej przyjemności, nie jest to forma odchudzania, chociaż oczywiście cieszę się jeszcze bardziej z tego jaką sylwetkę otrzymuje dzięki własnej pracy.



PONIEDZIAŁEK
Początek tygodnia z grubej rury. Dwa treningi jeden po drugim. Oba dające mocny "wycisk". Dzień dla mnie najbardziej intensywny.
18:00 Crossfit
19:00 Brzuch Uda Pośladki - Fight&Burn*

*Pod nazwą Fight&Burn kryje się specjalny program treningowy stworzony przez moją ulubioną Magdę. Przyznam, że te zajęcia należały do moich ulubionych i dopiero na nich uznałam, że znalazłam coś dla siebie na co mogłabym chodzić regularnie. Wszystkim dziewczynom z Lublina bardzo polecam wybrać do FightGym i przekonać się na czym polega. Od nowego sezonu zajęcia odbywają się pięć razy w tygodniu. (żeby nie było wątpliwości, to nie jest reklama ;))


WTOREK
Wtorek łagodniejszy. Wybierałam taki klub fitness gdzie treningi nie były bardzo intensywne. Taki dzień, w którym chodziłam z przyzwoitości, żeby nie mieć wyrzutów sumienia, ale jednocześnie nie był to ogromny wysiłek.
17:30 Rzeźba ciała



ŚRODA
Ulubiony dzień na Fight&Burn. Zajęcia z wykorzystaniem lekkich hantli. Wymagające zdecydowanie więcej wysiłku niż na wtorkowych zajęciach z rzeźby w innym klubie. U Magdy liczy się każda minuta treningu ;)
9:00 Rolletic
19:00 Rzeźba ciała - Fight&Burn



CZWARTEK
Czas trochę odpocząć, rozciągnąć się poleniuchować.
20:00 Aerial joga



PIĄTEK
Piątkowe wieczory zazwyczaj spędzam z przyjaciółmi dlatego treningi chciałam kończyć tak żeby zdążyć jeszcze pojechać do centrum. Mimo wszystko leniwie nie było.
18:00 Crossfit


WEEKEND
W weekendy zawsze sobie trochę odpuszczam i dostosowuje treningu do innych rzeczy, a nie odwrotnie. W soboty rano zdarzało mi się pójść na siłownie lub trening funkcjonalny. Częściej jednak decydowałam się na bieganie lub rolki. Weekendy są dość słabe w klubach pod względem oferty zajęć fitness dlatego ćwiczyłam w domu. Post na ten temat znajdziecie tutaj: Ćwiczenia w domu.


30 września 2014

Pierwsza "Dycha" do Maratonu


Zaskoczyło mnie, że tyle osób było zaciekawionych moim udziałem, podsunęliście mi pomysł na ten post ;) Miałam nadzieje, zabrać się za pisanie znacznie wcześniej, ale przez ostatni tydzień nie znalazłam wolnej chwili na prowadzenie bloga. 
 "Pierwsza "Dycha" do Maratonu" jest pierwszym biegiem z cyklu czterech biegów po 10 km każdy. Piąty bieg to już "Maraton Lubelski" z nieosiągalną dla mnie trasą na 42 km. Każdy uczestnik musi się zarejestrować i wnieść opłatę za udział. Przed biegiem otrzymuje się pakiet startowy, w którym jest specjalny chip mierzący czas (należy przyczepić go do buta), numerek startowy i agrafki do jego przypięcia, ulotki, kupony rabatowe, worek taki jak na śmieci (w moim przypadku sądziłam, że będzie na zwłoki jeśli nie dam rady dobiec), a nawet makaron.
Nad Zalew Zemborzycki, gdzie odbył się bieg, przyjechałam pół godziny przed startem. Na początku była prowadzona rozgrzewka, pogadanka itp. Po zakończonej "Dyszce" każdy uczestnik oddaje swój chip, dostaje medal, wodę i może zjeść ciepły obiad czekając aż wszyscy dobiegną do mety. 
Jeśli chodzi o bieganie to jestem prawdziwym mięczakiem. Gdyby pół roku temu ktoś mi powiedział, że przebiegnę chociażby 2 kilometry, a co dopiero wezmę udział w jakimś bardziej zorganizowanym biegu, na pewno bardzo bym się z tego śmiała. Ktoś mnie zapytał, dlaczego nie zajmę się czymś innym skoro bieganie nie sprawia mi przyjemności. Tutaj miałam problem z odpowiedzią, ale już wyjaśniam. 
Na początku byłam trochę przestraszona, miałam wątpliwości czy dam radę. Nie biegam często, więc ten pierwszy bieg był dla mnie wyzwaniem. Zdarzało mi się wcześniej przebiec 9 km ślimaczym tempem, ale biegałam sama, zatrzymywałam się kiedy tego potrzebowałam i miałam świadomość, że w każdej chwili mogę zawrócić do domu lub zadzwonić po kogoś żeby mnie zabrał. Tym razem takiej możliwości nie miałam. W biegu brało udział ponad 900 osób i czułam się zagubiona w tym tłumie. START! Początek zawsze najtrudniejszy. Zazwyczaj pierwszy kilometr jest najgorszy a później mogę biec. Tym razem postanowiłam biec razem ze szwagrem, więc moje krótkie nogi nie nadążały i zmęczyłam się po czwartym kilometrze. Kolka, zadyszka i te sprawy. Trochę wstyd, nawet połowy nie ma a ja wymiękam! Nie chcąc nikogo zatrzymywać postanowiłam przejść do marszu i złapać oddech. Zastanawiałam się jak tu skończyć... Na szczęście szybko wróciłam do siebie, złapałam swoje idealne tempo i biegłam dalej. Kolejny kryzys złapał mnie po przebiegnięciu sześciu kilometrów. Nie byłam zmęczona, ale droga do siódmego baaaardzo mi się dłużyła, nie mogłam się doczekać flagi z nadrukowanym "7". Dalsza część biegu raczej monotonna, mijałam ekipy "dopingujące", które swoją drogą są bardzo irytujące, flagi i brnęłam do końca. Kiedy zobaczyłam, że został mi ostatni kilometr postanowiłam trochę przyspieszyć. Byłam przekonana, że tuż za zakrętem jest meta, jednak była znacznie dalej niż mi się wydawało... Gdybym zwolniła, to padłabym na trawę i już nie wstała, musiałam dobiec w raczej szybkim tempie, jakie sobie narzuciłam. Dobiegłam! Mój czas: 1:03. Ani dobry, ani zły. Byłam wykończona! I mimo tego wszystkiego, bardzo Wam polecam udział. 
Wracając do pytania dlaczego nie zajmę się czymś innym. Bieganie mimo, że męczy, daje ogromną satysfakcję. Chociaż nie jestem w tym świetna, jestem z siebie ogromnie dumna, że spróbowałam. To pokonywanie własnych słabości. Myślę, że nie podejmę się udziału w prawdziwym maratonie, ale kolejne "Dyszki" będę próbować i Was zachęcam do tego samego :)
Bardzo podoba mi się taka forma promowania zdrowego trybu życia i zachęcania mieszkańców do biegania. Oby takich imprez było jak najwięcej!












Follow me:


29 maja 2014

Sałatka z tuńczykiem

Kolejny przepis jaki dla Was przygotowałam to sałatka z tuńczykiem. Znów makaron, znów ryba, ale jednak w zupełnie inny sposób. Tak naprawdę to jest moim przepisem autorskim. Zastanawiając się co zjeść na obiad wrzucałam różne rzeczy do koszyka i pomyślałam, że może z tego wyjść dość smaczne połączenie. Mimo, że wszystko wyszło dość przypadkowo, od kiedy pierwszy raz zrobiłam tą sałatkę, robię ją za każdym razem kiedy nie mam pomysłu na obiad. Jeśli macie jakiś pomysł na zmiany w tym przepisie, proszę piszcie w komentarzach :) 


Składniki:
świeży szpinak
tuńczyk w oliwie z oliwek
papryka
ziarna słonecznika
ocet balsamiczny
trzy jajka
ciemny makaron
sól
pieprz


Umyty szpinak kroimy na mniejsze części i odcinamy ogonki od liści. Tak naprawdę nie ma konieczności krojenia i na początku tego nie robiłam, ale zdecydowanie wygodniej się je kiedy mamy drobniejsze kawałki.



Dodajemy odrobinę octu balsamicznego, sól i pieprz. Następnie wszystko mieszamy.


Dodajemy słonecznik. Ja lubię kiedy jest go dużo :)


Paprykę kroimy w kostkę i mieszamy ze szpinakiem.


Dodajemy tuńczyka. Normalnie kupuje tuńczyka w sosie własnym, ale do tej sałatki idealnie nadaje się ten w oliwie z oliwek. 
Całość dokładnie mieszamy.


Dodajemy ugotowany makaron. Najlepiej ten ciemny, ale jeśli takiego nie lubicie, możecie wybrać po prostu Wasz ulubiony.



Na koniec dodaje pokrojone jaka ugotowane na twardo. 


Dokładnie mieszam wszystkie składniki i gotowe. Sałatka najlepiej smakuje od razu po zrobieniu, jeszcze na ciepło.
Smacznego! :)


Zapraszam na mój profil na facebook'u!

22 marca 2014

Ćwiczenia w domu

Tak jak obiecałam, nadszedł czas na post o ćwiczeniach w domu. Staram się jak najczęściej chodzić na siłownię, aerobic itp, niestety nie zawsze jest czas lub ochota żeby wyjść z domu. Kiedyś sama wymyśliłam sobie różne ćwiczenia, które zapamiętałam z zajęć. Problem jest taki, że często po prostu nie chce się czegoś robić albo po prostu nie wiemy jak. Kilka miesięcy temu znalazłam bardzo fajny kanał na YouTube, dziewczyny zamieszczają dość krótkie filmiki. Osobiście najbardziej lubię treningi prowadzone przez Rebbece-Louise. Bardzo motywujące, podane w przyjemny sposób. Bardzo nie lubię długich filmów z ciężkimi ćwiczeniami, a tych z Ewą Chodakowską nawet nie planowałam zaczynać. Dziewczyny z XHIT proponują różne opcje ćwiczeń. Na ich kanale znajdziecie między innymi filmiki typu trzy, pięć, siedem, czy dziesięć minut np. dla brzucha.  Wszystko zależy od Was ile macie czasu i chęci na ćwiczenia. Ja zazwyczaj łączę kilka filmików w jeden dłuższy trening. Na końcu zamieszczę Wam kilka moich ulubionych treningów :)
Oprócz ćwiczenia z YouTube, czasem przypominam sobie o tym, że posiadam hula-hop i skakankę. Nie będę kłamać, sięgam po nie raczej sporadycznie, ale uważam, że jest to dobre uzupełnienie treningu. Hantle kupiłam stosunkowo niedawno. Nie jest to coś niezbędnego, jednak znacznie wygodniej jest mi z nimi ćwiczyć, niż męczyć się z butelkami wody, które są znacznie większe. 
Staram się co dziennie przynajmniej chwilę poświęcić na jakieś ćwiczenia. Z filmików podłapałam pomysł robienia przysiadów podczas mycia zębów. Na początku często zapominałam, jednak kiedy wejdzie Wam w to w nawyk, nawet nie będziecie musiały sobie przypominać, że to czas na takie ćwiczenie. Nigdy nie mam pewności czy w ciągu dnia będę mieć czas na jakikolwiek trening, dzięki temu mam pewność, że przynajmniej dwa razy dziennie robię ok 30 przysiadów. niby nic, ale po dłuższym czasie efekty są widoczne :)
Macie jakieś swoje ulubione ćwiczenia do wykonywania w domu? :)








Poniżej kilka moich ulubionych filmików, o których wspominałam już wcześniej. Koniecznie zajrzyjcie na ten kanał. Filmików jest bardzo dużo i na pewno każdy znajdzie coś dla siebie :)