10 lipca 2014

Thank you Red Bull, Google, vodka and Wikipedia for making this possible.

Kochani, już się Wam chwaliłam na Facebooku i Instagramie, że wczoraj obroniłam licencjat. Bardzo się cieszę, że stres minął i mam to już za sobą. Czuje wielką ulgę. Podobno obrona to tylko formalność, jednak przez całe studia miałam tylko jeden egzamin ustny przez co ze zdwojoną siłą bałam się wczorajszej odpowiedzi.  Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam czymś tak bardzo zdenerwowana! Mało brakowało, a wydeptałabym dziurę w podłodze. Na szczęście wchodziłam jako druga, a po odpowiedzi mogłam się już zrelaksować i czekać na wyniki. 
Co nie dopowiem to dowyglądam? Tak powiedziała do mnie jedna z koleżanek broniących się razem ze mną. Nie uważam żeby wygląd miał jakiś wpływ na oceny, ale uznałam, że sama będę się lepiej czuła jeśli będę dobrze wyglądać. Ubrałam się dokładnie tak jak lubię. Dopasowana mała czarna i wysokie szpilki to zawsze dobre rozwiązanie. Oczywiście na obronie miałam na sobie jeszcze delikatne bolerko, ale zupełnie zapomniałam zrobić w nim zdjęcia. Mimo, że w środku trzęsłam się jak galareta, wyglądałam na pewną siebie. Jest to również zasługa mojej irytującej przypadłości, która karze mi się ciągle uśmiechać w stresowych sytuacjach :D 
Jakiś etap się zakończył, czas na nowe wyzwania!









sukienka: zara | szpilki: prima moda

Follow me:

14 marca 2014

Warkocz wokół głowy

W końcu doczekaliśmy się wiosny! To zdecydowanie nie jest moja ulubiona pora roku, jednak zawsze budzę się do życia, mam dużo nowych pomysłów i chęci do działania. Ktoś z moich znajomych na facebooku napisał kiedyś, że 10 stopni w listopadzie i ludzie przykuwają się do grzejnika, a 10 stopni w lutym i w sumie można już chodzić w krótkich spodenkach. Trzeba przyznać, że coś w tym jest, chociaż osobiście chyba za szybko poczułam podwyższenie temperatury, bo dzisiaj odczuwam pierwsze objawy przeziębienia. Mam tylko nadzieję, że nie rozłoży mnie na dobre. W każdym razie mam zamiar przyspieszyć tempa i już nie zwalniać. 
Jak widzicie, również ta stylizacja jest już bardzo wiosenna. Nie myślcie, że jestem taka odważna i już chodzę w samym żakiecie. Płaszcz zdjęłam tylko na chwilę do zdjęć i zupełnie zapomniałam zrobić kilka fotek kiedy mam go na sobie. Bardzo lubię zakładać ten kanarkowy żakiet do czarnych i białych ubrań. Tym razem w towarzystwie małej czarnej. Szczerze mówiąc, z całego zestawu najbardziej podoba mi się moja fryzura. Zazwyczaj nie mam czasu na zabawę w takie zaplatanie włosów, ale kiedy już go mam, próbuję zawsze czegoś nowego. Tym razem się udało stworzyć proste i dość efektowne uczesanie na co dzień. 
Te osoby, które uważnie śledzą mojego facebook'a, wiedzą już, że zmieniłam kolor włosów. Ten post jest już ostatnim z tak jasnymi włosami. Ciekawa jestem czy się Wam spodoba :)











żakiet: zara | sukienka: Oasap | torebka: Oasap | botki: czasnabuty

14 stycznia 2013

Little black dress

Mimo, że Sylwester już za nami, chciałam Wam pokazać sukienkę, w której postanowiłam świętować. Miałam już naszykowaną zupełnie inną kreację, jednak w ostatniej chwili zdecydowałam się włożyć właśnie tę sukienkę. Dotarła do mnie właśnie tego dnia i zakochałam się w niej od pierwszego włożenia :) 










sukienka: AX Paris | buty: allegro | kopertówka: vintage

27 lipca 2012

Little black dress

Mała czarna sukienka to obowiązkowa rzecz w szafie każdej kobiety. W mojej jest takich sukienek dość sporo. Oczywiście każda troszkę inna, każda kupiona pod pretekstem, że jest uniwersalna i będę często w takiej chodzić. W związku z tym swojego czasu moja szafa w 75% w przybliżeniu składała się z takich ubrań. W tym momencie trochę pojaśniała od wewnątrz, ale wciąż do czarnych sukienek mam słabość.W tej urzekł mnie pięknie układający się dół sukienki oraz odkryte plecy.











sukienka - romwe.com
żakiet - zara
torba - vintage
szpilki - prima moda